Przedsmak czyśćca

Promienie słońca tkwiły zatopione w gęstej mgle, pośród gęstego lasu, którego zapach po deszczu wynagradzał odcięcie od świata. Do najbliższej wsi pięć kilometrów, do przystanku PKS kolejne siedem. Szczęśliwie stamtąd dziesięć minut autobusem dzieliło od centrum niewielkiego, ale jednak miasteczka. Osiem skrzyżowanych ulic, kościół, kawiarnia i supermarket przy zjeździe drogi krajowej oraz bezsprzecznie lepszy zasięg.

Lata temu trafiła do miejsca, gdzie nadzieja umiera ostatnia; z tą różnicą, że ona mogła się stamtąd wyrwać w przeciwieństwie ludzi, których codziennie mijała na korytarzach. Miała dwie nogi i siłę, by iść nawet po wysokim śniegu, błocie, przy silnym wietrze. Był też rower na przyjaźniejsze warunki, przez jakiś czas miała skuter. Z asem w postaci możliwości zapanowania nad własnym życiem dało się tu wytrzymać, a nawet znalazła tu rodzaj spokoju, do którego znalezienia zdążyła już porzucić nadzieję.

Czytaj dalej „Przedsmak czyśćca”

Reklamy

Jupiter. Część czwarta

— Jesteście z policji? — wycedziła do Pabla, dając do zrozumienia, że w razie twierdzącej odpowiedzi jest gotowa splunąć mu w twarz.

Treser podniósł wzrok na towarzysza, a ten wzruszył tylko ramionami. Dziewczyna nie próbowała się wyrywać, a nawet sprawiała wrażenie rozluźnionej, jakby miała znaczną przewagę nad nimi.

— Nie. Jestem Pablo, a to Ronald jesteśmy…

— Cyrkowcami — rzuciła entuzjastycznie.

Czytaj dalej „Jupiter. Część czwarta”

Solemn

Co roku ludzie świętowali to w ten sam sposób. Zdobiono rynek kolorowymi lampami, wstęgami i chorągiewkami. Stawiano pośrodku placu drewnianą scenę. Przynoszono ławki, krzesła i stoły, by wszyscy lub chociaż większość miała gdzie usiąść. Umownie czekano na pierwszą gwiazdę, która tuż obok księżyca miała zdobić ciemne niebo.

Tak było, ale z roku na rok coraz mniej ludzi przychodziło na nocny jarmark. Już nie tańczono, nie śpiewano i nie śmiano się z wpadek starszego Masona, próbującego przez grube szkła okularów odczytać długie przemówienie burmistrza, którego nigdy nie było na miejskich obchodach. Bawił się, ale z arystokracją.

Czytaj dalej „Solemn”

Jupiter. Część trzecia

W przerwie między występami Pablo skinął głową na Rona, który w końcu się znalazł. Iluzjonista uznał, że nie warto przychodzić na rozpoczęcie, bo spotka się tylko z dwoma godzinami nudy. Przecież znał sztuczki przyjaciół na pamięć. Publice pokazał kilka trików z udziałem ich i kart, potem wyciągnął trochę królików z kapelusza i zaanonsował wielki finał.

Tym razem Pablo wyszedł tylko z Aresem, który swoje lata w boju (w końcu bóg wojny) ma już dawno za sobą. Ann stała na podwyższeniu, rzucając znaczące spojrzenie treserowi, przypominając o ich wcześniejszej rozmowie. Trzymał lwa na łańcuchu, pogładził go po grzbiecie, zawiadamiając o pasażerce i szybko podał Ann dłoń, by pomóc jej stanąć na zwierzęciu.

Czytaj dalej „Jupiter. Część trzecia”

Drzwi Tanatosa

 Nekropolia stała opuszczona od dziesięcioleci, jak nie od wieków. Odgradzały ją od świata połacie lasu i bardzo ruchliwe połączenie kolejowe z przewozami towarowymi. Jednak tym, którym się udało wreszcie tam dostać, mogli mieć wrażenie, że znaleźli się w północno-europejskim Abu Simbel. Brakowało tu monumentalnych i przytłaczających swą potęgą grobowców. Jednak szlachetność, każdego z osobna nagrobka czy mauzoleum, miała arystokratyczną rysę, co wespół tworzyło niemal cesarski panteon.

Ani dla Alice, ani dla jej starszego brata Theo nie była to pierwszyzna. Przodowali w odnajdywaniu zaginionych miejsc, wchodzili do takich budynków, do których ledwo grafficiarze potrafili. Jedyne wspólne zainteresowanie, setki wspomnień i dowodów na jakąś rodzinną więź, wszystko udokumentowane w formie fotorelacji na Instagramie. Tylko po to, by móc ją przeglądać na starość. Theo drukował zdjęcia, na wypadek, gdyby w przyszłości nastąpił deficyt internetowy. Alice popierała pomysł, ale tylko pod kątem ostrożności i troski o istnienie konta instagramowego. Reszta jej nie interesowała. Chłonęła te przygody, tak jak jej rówieśniczki chłonęły fantastyczne młodzieżówki o pięknych i niedostępnych chłopcach i czyhających na główną bohaterkę niebezpieczeństwach. Ona to przeżywała na własnej skórze. Żałowała jedynie, że z bratem.

Czytaj dalej „Drzwi Tanatosa”

Colorless green ideas sleep furiously. Część druga

Ted miał jeszcze bardziej rozczarowaną minę, gdy dowiedział się, że dla bezpieczeństwa postanowił postarać się o zaplombowanie drzwi i okien drzwi, aby mieć pewność, że będzie mógł wrócić do nadal nieruszonego dogłębnie centrum życia starszego pana. Przyjął to jednak z godnością, jakby zdążył zrozumieć, że jego zdenerwowanie, szczególnie widoczne, nie poprawia jego sytuacji i sytuacji całej rodziny.

Pani Irene Locard okazała się ostatnią partnerką dziadka, z którą spotykał się rok temu. Ted, chociaż niechętnie powiedział, gdzie mógł ją znaleźć. Kobieta prowadziła sklep z rękodziełem kilka przecznic dalej, dlatego Dan postanowił ją odwiedzić po drodze.

Okazała się kobietą we wzorzystej sukience, z popielatymi włosami spiętymi na czubku głowy, z plątaniną wisiorków wokół chudej szyi. Stała za blatem z surowego sosnowego drewna zastawionego po krawędzie figurkami z gipsu i masy solnej portretujące dziecięce przedstawienie aniołków w różnych pozycjach i różnymi atrybutami: trąbkami, książkami, serduszkami, skrzypcami.

Czytaj dalej „Colorless green ideas sleep furiously. Część druga”

Jupiter. Część druga

Pablo ledwo przepchnął się przez tłum do kas biletowych, potrącając gości, którym nie wystarczały zapewnienia, że jest częścią trupy cyrkowej. Nieśmiało, wręcz z lekkim przestrachem skinął w kierunku Mongoła o zwalistej posturze i kwaśnej minie. Góra mięsa przesunęła się powoli i ociężale, jakby była to ostatnia rzecz na jaką miał ochotę.

Przecisnął się przez bramki i prawie biegnąc, ruszył w stronę klatek. Grupka artystów zaaferowana zachowaniem Samanthy, z niepokojem patrzyła na kraty. Każdy zdawał się odgadywać w myślach, ile stal może wytrzymać. Tygrysica rzucała się i szczerzyła zęby, co jakiś czas zadawała cios ogromną łapą w metalowe pręty, przyprawiając gapiów o palpitację serca.

Czytaj dalej „Jupiter. Część druga”