Przedsmak czyśćca

Promienie słońca tkwiły zatopione w gęstej mgle, pośród gęstego lasu, którego zapach po deszczu wynagradzał odcięcie od świata. Do najbliższej wsi pięć kilometrów, do przystanku PKS kolejne siedem. Szczęśliwie stamtąd dziesięć minut autobusem dzieliło od centrum niewielkiego, ale jednak miasteczka. Osiem skrzyżowanych ulic, kościół, kawiarnia i supermarket przy zjeździe drogi krajowej oraz bezsprzecznie lepszy zasięg.

Lata temu trafiła do miejsca, gdzie nadzieja umiera ostatnia; z tą różnicą, że ona mogła się stamtąd wyrwać w przeciwieństwie ludzi, których codziennie mijała na korytarzach. Miała dwie nogi i siłę, by iść nawet po wysokim śniegu, błocie, przy silnym wietrze. Był też rower na przyjaźniejsze warunki, przez jakiś czas miała skuter. Z asem w postaci możliwości zapanowania nad własnym życiem dało się tu wytrzymać, a nawet znalazła tu rodzaj spokoju, do którego znalezienia zdążyła już porzucić nadzieję.

Czytaj dalej „Przedsmak czyśćca”

Reklamy

Colorless green ideas sleep furiously. Część druga

Ted miał jeszcze bardziej rozczarowaną minę, gdy dowiedział się, że dla bezpieczeństwa postanowił postarać się o zaplombowanie drzwi i okien drzwi, aby mieć pewność, że będzie mógł wrócić do nadal nieruszonego dogłębnie centrum życia starszego pana. Przyjął to jednak z godnością, jakby zdążył zrozumieć, że jego zdenerwowanie, szczególnie widoczne, nie poprawia jego sytuacji i sytuacji całej rodziny.

Pani Irene Locard okazała się ostatnią partnerką dziadka, z którą spotykał się rok temu. Ted, chociaż niechętnie powiedział, gdzie mógł ją znaleźć. Kobieta prowadziła sklep z rękodziełem kilka przecznic dalej, dlatego Dan postanowił ją odwiedzić po drodze.

Okazała się kobietą we wzorzystej sukience, z popielatymi włosami spiętymi na czubku głowy, z plątaniną wisiorków wokół chudej szyi. Stała za blatem z surowego sosnowego drewna zastawionego po krawędzie figurkami z gipsu i masy solnej portretujące dziecięce przedstawienie aniołków w różnych pozycjach i różnymi atrybutami: trąbkami, książkami, serduszkami, skrzypcami.

Czytaj dalej „Colorless green ideas sleep furiously. Część druga”

Colourless green ideas sleep furiously. Część pierwsza

Przed wejściem poprawił wełniany płaszcz, od niedawna za bardzo dopasowany na całej długości. Wkroczył do domu, w którym otaczające go ciepło buchnęło zapachem kulek na mole, taniego detergentu do pielęgnacji drewnianych podłóg, książek oraz zapachów gotowania obiadów dzień w dzień przez dziesiątki lat, które utkwiły w niezmienianych od dekad mebli, kilometrach tapet, boazerii czy pożółkłych kasetonów na suficie. Każdy dom pachniał w wyjątkowy sposób, osadzał się na jego ubraniach i dręczył kolejne godziny, aż wiatr ostatecznie zdmuchiwał z jego ramion niepokojącą perfumę, gdzieś tuż przed ponownym wkroczeniem do własnych czterech ścian.

Był w takim domu po raz tysięczny. Komoda z rudej sklejki, ręcznie szydełkowana serweta, pod nią telefon, co prawda z tych nowszych, produkcję oceniał na przełom dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku. Zmatowiały wazon z plastikowymi kwiatami, które raz do roku wrzuca się do plastikowej miski i przydusza w wodzie z proszkiem do prania, jakby chciało się utopić ich szkaradność, usunąć z rzeczywistości wybryk cywilizacji. Podłużny dywan w kolorze bordo, ukrywający pod sobą obruszone deski pozbawione lakieru.

Czytaj dalej „Colourless green ideas sleep furiously. Część pierwsza”

Co w tobie nie pisze?

Doczytajcie do końca, bo nie będziecie wiedzieli, co robić!

Kochani!

Składamy w Wasze ręce kilkumiesięczną pracę. Oczywiście, nie mam zamiaru Was nudzić na temat, jak ona przebiegała, bo to nas wszystkich najmniej obchodzi. Część osób się poddała, a najsilniejsi dotrwali do końca.

Test jest stworzony z myślą o zagubionych autorach i być może spotkacie wiele banałów. Ale nie tylko młodych! Także z myślą o autorach zagubionych 16+. Przychodzi czas, kiedy nie widząc rezultatów, należy pomyśleć nad alternatywą. Wchodzimy powoli w dorosłość, nie ma co robić złudnych nadziei, a trzeba zająć się ważniejszymi rzeczami, zwłaszcza, gdy pisanie idzie tak sobie.

Czytaj dalej „Co w tobie nie pisze?”

Wszystko, co go nie spotkało

Dwadzieścia siedem pięter nad nagrzanym asfaltem Warszawy można było ustrzec od duszącego skwaru. Słońce dające się we znaki od przeszło tygodnia sprawiło, że zdążył zapomnieć, jak to jest wyjść z domu bez uderzenia powietrzem zbitym w gęstą masę o prawdopodobnie śladowych ilościach tlenu.

Myślał jednak, że będzie tu lepiej. Pod purpurowym niebem zaduch nadal miał się dobrze, odbierał wyczekiwany spokojny oddech i odciągał w czasie utęskniony prawdziwy odpoczynek o smaku powietrza, które nie parzyło w język. Wystarczyła tylko chwila na tarasie, by kostki lodu w szkockiej z wodą i cytryną zaczęły dogorywać  jako kulki niewiele większe od dziesięciogroszówki niknące na powierzchni coraz jaśniejszego alkoholu.

Czytaj dalej „Wszystko, co go nie spotkało”

Kronika dwóch zagład

Kiedy o północy bicie dzwonów miejskiego ratusza niosło się po opuszczonych uliczkach, nikt nie przypuszczał, że jest to ostatnia spokojna noc Metropolii.

Ostatnim razem to wielkie trzęsienie ziemi, które nawiedziło miasto dziesięciolecia temu, odebrało snu beztroskę, ale to było tak odległe, że nikt nie pamiętał. Została po nim jedynie tablica pamiątkowa i posąg z brązu, przypominający stopioną w słońcu plastikową makietę miasta, lizaną przez strzeliste płomienie. Zapomniana, zaniedbana, przysypana śmieciami.

Holikei wcześniej nie słyszała o pożarze, odczytała to dopiero niedawno w książce. W książce, której wcale nie powinna była ruszać i nie ruszyłaby jeszcze długo w normalnych okolicznościach, ale tracąc instynkt samozachowawczy, mogła pozwolić sobie na sięgnięcie na najwyższą półkę regału. O tak dla jej gatunku cyrklowanie normalnych warunków byłoby działaniem pozbawionym sensu i nieprowadzącym do niczego.

Czytaj dalej „Kronika dwóch zagład”